Strona główna
Budownictwo
Mokry mundur i kurtka z budowy nie schną na wieszaku. W Polsce to problem BHP, nie tylko wygoda

Mokry mundur i kurtka z budowy nie schną na wieszaku. W Polsce to problem BHP, nie tylko wygoda

✦ AI
Mokry mundur i kurtka z budowy nie schną na wieszaku. W Polsce to problem BHP, nie tylko wygoda

Odzież robocza wraca z zmiany mokra od deszczu, potu albo mycia. W szatni zostaje na drążku. Rano jest nadal wilgotna. W polskiej zimie to nie tylko dyskomfort. Mokra warstwa przy skórze odbiera ciepło szybciej niż sucha, a odzież ochronna traci część izolacji, zanim pracownik wyjdzie na plac, do chłodni albo do wozu strażackiego.

Przepisy idą dalej niż intuicja. Pracodawca ma utrzymać właściwości ochronne i użytkowe odzieży oraz zapewnić jej pranie, konserwację i — tam, gdzie praca moczy ubranie — warunki do suszenia. Suszenie na kaloryferze albo w zwykłej szafce BHP tego nie załatwia.

Co mówią polskie przepisy o suszeniu odzieży roboczej?

Rozporządzenie w sprawie ogólnych przepisów BHP wymaga, by w zespole szatni dla osób, których odzież mocno się brudzi albo moczy, były pomieszczenia z urządzeniami do suszenia odzieży i czyszczenia obuwia. Szatnię odzieży roboczej i ochronnej urządza się niezależnie od szatni odzieży własnej.

Kodeks pracy dodaje obowiązek po stronie pracodawcy: odzież i obuwie robocze mają zachować właściwości ochronne. Pracodawca odpowiada za pranie, konserwację, naprawę, odpylanie i odkażanie. Nie da się tego rozdzielić od suszenia. Mokry komplet po praniu albo po zmianie nie wraca do stanu użytkowego sam z siebie.

Na budowie zapis jest jeszcze konkretniejszy. Rozporządzenie o BHP przy robotach budowlanych każe urządzić na terenie budowy szatnie, umywalnie, jadalnie, suszarnie i ustępy. Przy więcej niż 20 osobach szatni nie łączy się z jadalnią, a szafki mają być dwudzielne. Suszarnia nie jest dodatkiem „dla wygody brygady”. Jest elementem zaplecza, tak jak umywalka.

Dlaczego w polskich warunkach zwykła szafka BHP nie wystarcza?

Zwykła szafka ubraniowa oddziela odzież prywatną od roboczej. Nie usuwa wilgoci z tkaniny, membrany ani z cholewki buta. W szatni bez wymuszonego przepływu powietrza komplet schnie godzinami, a para zostaje w pomieszczeniu.

W Polsce to ma znaczenie sezonowe. Jesień i zima na budowie, w wodociągach, w transporcie i w służbach mundurowych to deszcz, błoto i temperatura, przy której CIOP opisuje środowisko chłodne już od około 10°C w dół. Mokry polar albo ocieplana kurtka przestaje działać jako warstwa izolacyjna. Przerwa w pracy robi się wtedy bardziej ryzykowna niż sam wysiłek.

Drugi problem jest konsumencki i kosztowy. Odzież robocza i ochronna to wydatek powtarzalny. Przechowywanie jej w stanie wilgotnym skraca żywotność szwów, ocieplenia i membran. Firma płaci dwa razy: raz za komplet, drugi raz za szybszą wymianę. Suszenie kontrolowaną temperaturą i nawiewem jest tańsze niż wymiana kurtki co sezon.

Czym szafa suszarnicza różni się od suszarki bębnowej?

Szafa suszarnicza suszy odzież w pozycji wiszącej, bez obrotów bębna. Nie gniecie membran, taśm odblaskowych ani usztywnień kurtki strażackiej albo roboczej. Buty i rękawice można rozłożyć na hakach albo ażurowej półce, zamiast wrzucać je do bębna.

Typowa konstrukcja to blacha ocynkowana, malowanie elektrostatyczne, stopki poziomujące, drążek, haki, kanał albo otwór wentylacyjny i sterownik czasu oraz temperatury. Wilgoć wychodzi na zewnątrz zamiast osadzać się na sąsiednich szafkach. Zabezpieczenie przeciążeniowe i ograniczenie wzrostu temperatury chronią tkaninę przed przegrzaniem.

Suszarka bębnowa sprawdza się w domu przy bawełnie. W szatni zakładu, w jednostce OSP albo w bazie logistycznej liczy się wsad o różnej grubości: kurtka, spodnie, rękawice, obuwie. Szafa przyjmuje ten wsad jednocześnie i nie wymaga osobnego cyklu dla każdego rodzaju tkaniny, o ile program i temperatura są dobrane do materiału.

Co pokazuje polski rynek takich urządzeń?

Na polskim rynku szafy do suszenia odzieży roboczej i strażackiej skupiają się w dwóch pasmach. Modele socjalno-przemysłowe do zakładów i mniejszych jednostek mieszczą się zwykle w przedziale kilku tysięcy złotych. Kabiny dla pełnego rynsztunku strażackiego, liczone na kilka kompletów NOMEX-u i butów, idą często w okolice 8–10 tysięcy złotych i wyżej.

W ofercie dystrybutorów mebli metalowych pojawiają się konstrukcje o wysokości około 180–200 cm i szerokości 85–90 cm. Przykładowo modele o wymiarach 1800 × 550 × 850 mm oraz 2000 × 600 × 900 mm różnią się programami, klasą energetyczną i tym, czy mają pełny kanał wentylacyjny oraz chowany przewód zasilający. Ceny brutto w tej grupie bywają rzędu 5,5–8,1 tys. zł, zależnie od sterowania i wyposażenia.

Wniosek rynkowy jest prosty. Zakup nie konkuruje z szafką BHP za kilkaset złotych, tylko z kosztem mokrej zmiany i szybszego zużycia odzieży. Tam, gdzie co dzień wraca kilka lub kilkanaście mokrych kompletów, szafa pracuje jak urządzenie procesowe, nie jak mebel.

Kto w Polsce realnie potrzebuje takiej szafy?

Największy pożytek mają miejsca, w których odzież moczy się systemowo:

  • place budowy i zaplecza kontenerowe z obowiązkiem suszarni,
  • zakłady wodociągowe, kolejowe, chłodnie i magazyny zewnętrzne,
  • straż pożarna i inne służby z odzieżą specjalną,
  • przemysł, w którym odzież schodzi z prania zakładowego i ma wrócić sucha na kolejną zmianę.

W małym warsztacie wystarczy stojak z nawiewem albo jedna komora. W szatni zmianowej liczy się pojemność i to, czy buty schną osobno od kurtki. W jednostce ratowniczej dochodzi jeszcze ochrona membran: za wysoka temperatura psuje sprzęt droższy od samej szafy.

Przegląd konstrukcji z regulacją czasu i temperatury, blachą ocynkowaną i odprowadzeniem wilgoci widać m.in. w kategorii szaf do suszenia ubrań. To punkt odniesienia przy porównywaniu wymiarów 180–200 cm, programów i sposobu wentylacji, a nie jedyny typ urządzenia na rynku.

Jak dobrać szafę, żeby nie przepłacić za puste litry?

Dobór zaczyna się od liczby kompletów wracających jednocześnie, nie od szerokości drzwi szatni. Za mała komora wydłuża kolejkę. Za duża grzeje powietrze wokół pustych wieszaków.

Trzeba sprawdzić, czy wsad to tylko kurtki, czy także obuwie i rękawice. Ażurowa półka i haki zmieniają sposób ułożenia. Kanał wentylacyjny i otwór wylotowy decydują o tym, czy para zostaje w szatni. Sterownik z regulacją temperatury chroni membrany. Klasa energetyczna i program czasowy ograniczają pracę „na zapas” przez całą noc.

Ustawienie też ma znaczenie. Szafa stoi w suchym pomieszczeniu, na wypoziomowanych stopkach, z drożnym wylotem powietrza. Zatkany otwór wentylacyjny wydłuża cykl i podnosi rachunek za prąd bardziej niż sam wybór modelu.

Co z tego wynika dla pracodawcy i dla pracownika?

Dla pracodawcy szafa suszarnicza zamyka lukę między obowiązkiem utrzymania odzieży a codzienną logistyką zmiany. Suche ubranie wraca do szafki BHP. Komplet zachowuje izolację. Inspekcja zaplecza socjalnego widzi suszarnię, a nie kaloryfer obłożony kurtkami.

Dla pracownika różnica jest fizyczna. Sucha warstwa nie wychładza przy postoju. But nie zostaje wilgotny do rana. W polskim klimacie, przy pracy na zewnątrz przez znaczną część roku, to nie detal wyposażenia szatni. To warunek, żeby odzież robocza robiła to, za co została kupiona.

Artykuł sponsorowany

Redakcja djakdesign.pl

Zespół redakcyjny djakdesign.pl z pasją zgłębia świat domu, budownictwa, ogrodu oraz nowoczesnych technologii RTV, AGD i multimediów. Chętnie dzielimy się naszą wiedzą, upraszczając nawet najbardziej złożone tematy, by każdy mógł stworzyć wymarzoną przestrzeń i być na bieżąco z innowacjami.

Może Cię również zainteresować

Potrzebujesz więcej informacji?